Caroline Derpieński chwali się arystokratycznymi korzeniami i milionami. Nam opowiedziała o aferze w Dubaju. Data utworzenia: 25 kwietnia 2023, 6:00. Modelka Caroline Derpienski o drogich torebkach, narzeczonym i znajomości z Kardashiankami. Ta 21-letnia piękność mieszkająca na stałe w Miami to polska modelka Caroline Derpieński. Nie jest to pierwszy przypadek, gdyż po 2000 roku brat matki tak samo nielegalnie rozebrał i przebudował inny fragment domu, co wynika z analizy zachowanych przedwojennych planów oraz Maria Hofman †: Maria urodziła się w 1940 r. (posiołek Siedierga, obecnie RUS), a zmarła w poniedziałek 30 grudnia 1940 r.żyła niecały rok; urodziła się 83 lata temu, a zmarła 82 lata temu (na dzień 16.04.2023); jej matka miała 39 lat, a ojciec 42 lata w chwili jej narodzin Vay Tiền Nhanh. Wiadomości Wiadomości Zmarła Siostra Maria Kalinowska ZSJM ​W niedzielę, 19 stycznia 2020 r., w godzinach porannych, w Domu Macierzystym Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego w Myśliborzu zmarła nagle Siostra Maria Kalinowska, wieloletnia Przełożona Generalna Zgromadzenia, w ostatnich latach Przełożona Wspólnoty Sióstr z kaplicy przy ul. Poleskiej w Białymstoku. Do Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego wstąpiła w 1974 r. W latach 1994-2013 była Przełożoną Generalną. Od 2013 r. była Przełożoną Domu zakonnego przy ul. Poleskiej w Białymstoku. Szczególny wkład i zaangażowanie wniosła w prace procesu beatyfikacyjnego i uroczystości wyniesienia na ołtarze ks. Michała Sopoćki 28 września 2008 pogrzebowe odbędą się w Myśliborzu we środę, 22 stycznia o godz. św. w intencji śp. Matki Marii Kalinowskiej będą sprawowane w kaplicy przy ul. Poleskiej:22 stycznia o godz. pod przewodnictwem Bp. Henryka Ciereszki,25 stycznia, o godz. pod przewodnictwem Abp. Seniora Edwarda Ozorowskiego,15 lutego o godz. pod przewodnictwem Abp. Tadeusza Wojdy, Metropolity ODPOCZYNEK RACZ JEJ DAĆ PANIE. Co wiemy na temat rodzin, w których główne role pełnią ojcowie? Jak pracować terapeutycznie z samotnym ojcem? Współczesne pojęcie rodziny ulega obecnie redefinicji na całym świecie. Z ponad 2,3 mld dzieci na świecie ponad 320 mln, czyli 14% ogólnej grupy, żyje w domu z samotnie wychowującym je rodzicem. Samotni rodzice stają się grupą silnie wzrastającą w wielu krajach, głównie z powodu coraz częstszych rozwodów oraz posiadania dzieci poza związkiem małżeńskim. Prognozy przewidują stały wzrost liczebności tej grupy w ciągu następnych lat. Najczęściej rodziny, które opierają się tylko na jednym rodzicu, to samotne matki z dziećmi. Według Eurostatu i GUS matki wychowujące samotnie dzieci stanowią ponad 20% polskich rodzin i jest to jeden z najwyższych wskaźników w Europie (wyższy jedynie na Łotwie – 29,1%, Litwie, w Estonii oraz Słowacji). Natomiast 2,8% to samotni ojcowie. Co wiemy na temat tych rodzin, w których główne role pełnią ojcowie? Niestety, nadal zbyt mało. Większość badań na temat samodzielnego rodzicielstwa skoncentrowana jest głównie na samotnych matkach. Danych na temat samotnych ojców brakuje, co jest alarmujące, zważywszy na ich stale wzrastającą Samotny ojciec Samotny ojciec często nie ma takich samych przywilejów, które zwykle dotyczą samotnych matek. Nie jest obsługiwany poza kolejnością w sklepie, miejsca parkingowe oraz pokoje do przewijania i karmienia są określane mianem „dla matki z dzieckiem”. Obecnie wskazuje się przede wszystkim na problem braku zaangażowania ojca w wychowanie dzieci i główną rolę matki w tym obszarze, a zdecydowanie mniejszą uwagę poświęca się rodzinom, w których kluczową rolę pełni ojciec. Rodzina, której głową jest ojciec, zdaje się być pomijana w przestrzeni społecznej. Widok ojca bawiącego się z dzieckiem w parku czy też robiącego zakupy nie jest już dla nikogo szokujący, jednak zwykle ojciec traktowany jest raczej w kategoriach „zastępstwa” dla chwilowo nieobecnej matki. „Samodzielne rodzicielstwo często niesie za sobą trudności. Jeżeli chodzi o samotnych ojców, to często borykają się oni z trudnością w proszeniu o pomoc z obawy bycia ocenionymi, że sobie nie radzą” – w rozmowie przeprowadzonej na potrzeby powstania artykułu swoimi spostrzeżeniami odnośnie do pracy terapeutycznej z samotnymi ojcami dzieli się pani Agata Kalinowska, psycholog i psychoterapeutka w trakcie certyfikacji, na co dzień pracująca zarówno z osobami dorosłymi, jak i dziećmi i młodzieżą. – „Myślę, że w pracy terapeutycznej z samotnymi ojcami warto skupić się na wzmocnieniu zasobów i wartości, jaką wnoszą w życie dziecka, a także na zmianie błędnych przekonań dotyczących bycia ojcem. Istotne także jest ponowne zdefiniowanie tego słowa, które dla wielu mężczyzn (i nie tylko) nadal oznacza rodzica bardziej zdystansowanego emocjonalnie w porównaniu do matki”. Dekonstrukcja rodziny, która zmienia układ relacji, ma wpływ na cały proces wychowawczy. Trudności wynikające z faktu, że cała odpowiedzialność spoczywa na ojcu, gdy zostaje sam z dziećmi, potęguje wiele czynników. Ojcowie coraz częściej zdają sobie sprawę z wymagań przed nimi stawianych, które nie dotyczą tylko kwestii zapewnienia odpowiednich warunków ekonomicznych dla dzieci. Dostępność emocjonalna, bycie zaangażowanym w sprawy dzieci oraz kształtowanie ich postaw to elementy wychowania, które zwykle były istotne dla matek, a obecnie nabrały znaczenia także dla ojców. W dawnych latach często wykluczano ich z udziału w tych „wrażliwszych” aspektach rodzicielstwa, sprowadzając ich rolę wyłącznie do finansowego wsparcia swojej rodziny. „Niestety wielu z nas wpojono, że ojcostwo wiąże się z dystansem. To właśnie psychiczny i, co bardziej istotne, emocjonalny dystans ojca jest przyczyną kryzysu” (W. Glennon, 2008). Podział samodzielnych ojców z uwagi na ich sytuację rodzinną Główne powody, dla których ojciec zostaje samodzielnym tatą, to śmierć partnerki, rozwód, separacja, a także porzucenie rodziny przez drugą osobę. Innymi sytuacjami, które wpływają na samodzielną rolę ojca, jest pobyt matki w zakładzie karnym lub szpitalu, pozbawienie drugiego rodzica praw rodzicielskich (np. z uwagi na nienależyte dopełnianie opieki nad nimi), a także dalszy wyjazd z miejsca zamieszkania dzieci w celu zarobkowym. Poprzez taki podział struktury rodziny można wyszczególnić rodzaje rodzin niepełnych: osierocone, rozbite oraz niepełne biologicznie lub czasowo. W zależności od typu rodziny niepełnej ojciec mierzy się często z różnego rodzaju problemami. W przypadku śmierci partnerki trudne emocje nie są zwykle nakierowane bezpośrednio na partnerkę. Wychowanie w takiej rodzinie jest naznaczone bólem po stracie bliskiej osoby, żałoba dotyka zarówno ojca, jak i dzieci. Jednakże mimo poczucia nieodwracalnej straty zarówno przez owdowiałego męża, jak i dzieci, które przeżywają śmierć matki, żadne z nich nie ocenia jej odejścia przez pryzmat braku miłości. Zwykle odejście jest spowodowane chorobą lub innym dramatycznym wydarzeniem. Tata jako głowa rodziny, pielęgnując pamięć o matce, jednoczy ze sobą wszystkich jej członków. Natomiast w przypadku porzucenia rodziny przez matkę, np. z powodu zdrady czy też z uwagi na silne uzależnienie od substancji psychoaktywnych, ojciec ma przed sobą postawione bardzo trudne zadanie. Musi zmierzyć się zarówno ze swoimi emocjami związanymi z odrzuceniem, jak i z emocjami dzieci, które również są porzucone przez matkę. Negatywne reakcje emocjonalne, których może doświadczać ojciec, często przekładają się na jego zachowanie w stosunku do dzieci. Ważnym elementem, o którym warto pamiętać, jest sposób, w jaki ojciec wypowiada się w obecności dzieci o matce, czy nadal potrafi z szacunkiem ją traktować (jeśli jest wciąż obecna w jakikolwiek sposób w ich życiu), mówić o niej tak, by obraz matki w perspektywie dzieci nie ucierpiał. Opis przypadku Mateusz, l. 37, zgłosił się do psychologa z prośbą o wsparcie dla jego pięcioletniego synka. Chłopiec wykazywał duże trudności podczas adaptacji w przedszkolu, w domu często był płaczliwy, męczyły go także koszmary senne. Matka chłopca opuściła rodzinę, gdy dziecko miało pół roku – była uzależniona od narkotyków. Od tego czasu nie utrzymuje z nimi kontaktów, pan Mateusz sprawuje pełną opiekę nad dzieckiem. Z uwagi na tryb pracy pana Mateusza chłopiec często był pod opieką babci. Gdy babcia zmarła, chłopcem zajmowały się różne opiekunki. Pan Mateusz przyznał, że po odejściu żony nie mógł poradzić sobie z trudnościami związanymi z wychowaniem chłopca, spędzając długie godziny w pracy. Chłopiec został skierowany pod opiekę psychologa dziecięcego, natomiast pan Mateusz zaczął korzystać z usług psychoterapeuty, gdyż nadal miał trudności z odnalezieniem się w swojej roli jedynego opiekuna dziecka. W trakcie psychoterapii podjęto próby przedefiniowania jego percepcji obecnej sytuacji. Dzięki terapii pan Mateusz nabrał pewności siebie zarówno jako ojciec, jak i mężczyzna. Przyznał także, że wcześniej czuł ogromny żal do partnerki za pozostawienie go z dzieckiem. Miał także bardzo silnie zakorzenione poczucie bezsilności, nie wierząc w odnalezienie kolejnej partnerki. Trudności rodzicielskie Przeprowadzono niewiele badań, które sugerowałyby trudności w relacji samotnego ojca jako jedynego opiekuna dzieci. Mimo to można wyszczególnić kilka istotnych trudności, którymi boryka się większość samotnych rodziców. Gospodarstwa domowe z jednym rodzicem mają zwykle problemy wynikające z braku otrzymywanej pomocy. Najczęściej samotny rodzic ma trudności ze znalezieniem pomocy, ponieważ brakuje mu poczucia wsparcia ze strony drugiego rodzica (jeśli jest nadal obecny w życiu dziecka) lub też innych członków rodziny, często niechętnych do jej oferowania. Ten brak wsparcia może nadwyrężyć nie tylko samego rodzica, ale także relacje między rodzicem a jego dzieckiem. Ponadto, bycie zależnym od innych jest wyzwaniem, które wielu rodzicom trudno jest przezwyciężyć. Gdy samodzielny rodzic coraz bardziej zbliża się do swojego dziecka, ono często staje się coraz bardziej zależne od swojego opiekuna. Bywa tak, że owa zależność, choć powszechna, może wychodzić daleko poza okres dzieciństwa, szkodząc przy tym dziecku z powodu braku wykształcenia w nim poczucia niezależności i odrębności od rodzica. Często występująca izolacja społeczna samotnych rodziców może być czynnikiem stresującym, który przenosi się na dzieci. Wiele trudnych momentów tworzy także sytuacja, w której ojciec znajduje nową partnerkę. Przeprowadzenie takiej transformacji rodziny w prawidłowy sposób, który nie wpływa na zaburzenie więzi między dzieckiem a rodzicem, jest bardzo trudnym zadaniem. Dzieci mogą postrzegać nową osobę w układzie rodziny jako zagrożenie, zarówno dla ich pozycji, jak i dla pozycji nieobecnej matki. Zdarza się, że dzieci, które były przez długi czas wychowywane tylko przez ojca, nie potrafią płynnie dostosować się do zmian, które wprowadza pojawienie się nowej partnerki ojca. Przeprowadzono niewiele szczegółowych badań dotyczących pozytywnych aspektów wychowania przez ojca jako samotnego rodzica. Jednak można wyszczególnić kilka korzyści. Jedno z badań dotyczących samotnych ojców wskazuje, że samotny ojciec ma tendencję do stosowania bardziej pozytywnych technik rodzicielskich w porównaniu z ojcem wychowującym dziecko we wspólnym domostwie z żoną. W przypadku samotnego rodzicielstwa zwykle tworzy się także silna więź między rodzicem a dzieckiem, co pozwala na wzrost dojrzałości i bliskość w gospodarstwie domowym. Standardowe role płciowe są rzadziej egzekwowane w domu samotnego rodzica, ponieważ praca i obowiązki domowe są podzielone między wszystkie osoby, a nie konkretnie na mężczyznę lub kobietę. Warto wykorzystać znajomość tych badań w podbudowie poczucia pewności siebie u samotnych ojców trafiających do gabinetu psychologa. Wbrew obiegowej opinii, jakoby to matka potrafiła w najlepszy i najbardziej adekwatny sposób opiekować się dziećmi, ojcowie są w stanie równie dobrze sprawować nad nimi opiekę. Badania jasno wskazują, że jakość opieki rodzicielskiej nie jest uzależniona od płci, lecz od nastawienia rodzica do dziecka, stopnia jego zaangażowania i zainteresowania jego sprawami (Doucet, 2020). Samodzielny ojciec może być dobrym rodzicem, jednakże boryka się na co dzień z wieloma trudnościami, podobnie jak samotna matka. Psycholog i psychoterapeutka Agata Kalinowska podkreśla, że praca terapeutyczna z samotnym rodzicem, w tym przypadku z ojcem, skupia się w dużej mierze na wsparciu i poszukiwaniu zasobów. Według pani Kalinowskiej, mężczyźni często spotykają się ze stygmatyzacją i określeniami, jakoby nie mieli wystarczających umiejętności, by zająć się samodzielnie swoim dzieckiem. Odczuwają duży nacisk i presję. Społeczeństwo jasno daje im do zrozumienia, że potrzebują być wspierani przez kobiety w swojej roli rodzica. – „Rodzicielstwo nie ma płci i każdy rodzic ma potrzebne zasoby, aby się dzieckiem samodzielnie zająć. Niemniej jednak samodzielne rodzicielstwo może być bardzo wymagające i trudne, szczególnie w przypadku braku aprobaty społecznej, co w konsekwencji prowadzi do utraty pewności siebie w swojej roli jako rodzica. W pracy z rodzicami opiekującymi się dziećmi naprzemiennie ogromny nacisk kładzie się na umiejętność jasnego i klarownego komunikowania swoich emocji i potrzeb oraz zdolność do radzenia sobie z ewentualnymi konfliktami, aby nie wpływały one na rozwój dziecka” – dodaje pani Kalinowska. Samotny tata – wyższa śmiertelność Badaczka Maria Chiu i jej współpracownicy z Uniwersytetu w Toronto porównali stan zdrowia samotnych ojców, zestawiając wyniki ze stanem zdrowia samotnych matek, ojców w związku i matek w partnerstwie mieszkających w Ontario w Kanadzie. Badanie przeprowadzane było przez średnio 11 lat. Maria Chiu stwierdziła, że śmiertelność samotnych ojców była trzykrotnie wyższa niż odpowiednie wskaźniki u samotnych matek i osób w związkach partnerskich (Chiu, 2018). Zespół medyczny pracujący nad badaniem zasugerował, że u samotnych ojców występuje kilka czynników ryzyka, które mogą być związane z ich przedwczesną śmiertelnością. Przede wszystkim samotni ojcowie częściej byli starsi niż samotne matki lub ojcowie będący w parze i już na początku badania chorowali na raka lub chorobę sercowo-naczyniową. Równ... Kup prenumeratę Premium, aby otrzymać dostęp do dalszej części artykułu oraz 254 pozostałych tekstów. To tylko 39 zł miesięcznie. Artykuł jest częścią serii „Kobiecość w psychologii analitycznej”, opartego na przeszłych cyklach wykładowych Instytutu Raven: Kobiety psychologii analitycznej i Kobiety jungowskie o kobiecości. Walkirie zwane też są pannami życzeń i zdarza się czasem, że któraś z nich zostaje, tak jak to było z Brunhildą, żoną lub kochanką wielkiego bohatera, któremu dać może pomoc i ochronę w bitwie. – Emma Jung, Anima and Animus, p. 51 Otwierający cytat, pochodzący z jedynej ukończonej książki Emmy Jung, mógłby być równie dobrze opisem tego, jak ona sama i otaczający ją ludzie widzieli jej rolę jako żony C. G. Junga. Co ciekawe, w jedynym opublikowanym tekście Toni Wolff, drugiej towarzyszki życia Junga, znajdujemy również opis kobiecej roli doskonale opisującej funkcję Toni w życiu Junga – Hetairy (ale o tym innym razem). Nic dziwnego zresztą, że kobiety czasów Junga poszukiwały archetypowego wzorca, który pozwoliłby im objąć ich rolę jako towarzyszek i współtwórczyń intelektualnego dzieła, bo czasy i mentalność burżuazyjnej klasy średniej, w której żyły, takiej przestrzeni im nie dostarczały. Przyzwyczajeni do obecności obu płci we współtworzeniu współczesnej psychologii najczęściej nie zdajemy sobie sprawy z tego, w jakim stopniu psychoanaliza u swych początków była męską dziedziną, i jak mentalność tamtych czasów wpłynęła na jej kształt. Zdjęcie z kongresu weimarskiego w 1911 roku pokazuje w pierwszym rzędzie kilka kobiet, które miały zostać psychoanalityczkami i uzyskać rozpoznanie w swym środowisku, ale historie ich losów pokazują jak skomplikowaną kwestią w tych czasach była kobieca edukacja i pragnienie rozwijania swojego umysłu. Zbliżenie uczestniczek Kongresu. Od lewej: Maria Moltzer, Maria Gincburg, Cindy Lou Andreas-Salomé, Beatrice M. Hinkle, Emma Jung, M. von Stack, Toni Wolff, Martha Boeddinghaus Choć do czasów psychoanalityczek takich jak Anna Freud czy Melanie Klein kobiety nie były inicjatorkami rozwoju nowych nurtów myśli i praktyki terapeutycznej, to ich rola w tworzeniu organizacji i rozwoju ruchu analitycznego była znacząca. Tak było przynajmniej w kręgu analitycznym otaczającym Carla Gustawa Junga. Jak pokazują nam współcześni autorzy i autorki, Jung z jednej strony wydawał się uwalniać kobiety do intelektualnego rozwoju i wiele z nich bez spotkania z nim najprawdopodobniej nie poszłoby tą ścieżką, z drugiej, funkcjonował w swym środowisku jako mityczna postać, której relacje z kobietami ogniskowały się wokół archetypowego wzorca. Analiza ich relacji pozostawia wrażenie, że obie strony potrzebowały siebie równie mocno – kobiety potrzebowały Junga jako inicjacyjnego impulsu, który pomoże im wyrwać się z realnych ograniczeń burżuazyjnego świata; Jung potrzebował kobiet jako łączniczek z emocjonalnym aspektem swej psychiki, ale też jako opiekunek i strażniczek rodzącej się teorii. Historia analitycznych organizacji opowiedziana od strony kobiet otaczających Junga brzmi niczym doskonała powieść obyczajowa, czasem o wątkach sensacyjnych, czasem mitologicznych, pokazując wzajemne przeplatanie się indywidualnego i zbiorowego aspektu psychiki. W centrum tej opowieści jest Jung, niczym szaman, Stary Mędrzec z wieży Bollingen, Najwyższy Kapłan, Dionizos czy Zygfryd. Wśród kobiet otaczających go centralne miejsce ma Emma Jung, nie ze względu na jej zewnętrzne znaczenie czy wyrazistość, a ze względu na znaczenie cichej obecności, która nadawała kształt analitycznemu światu ich czasów. Szczęście i moc małżeńskiej miłości W czasach, gdy Emma i Carl sekretnie zaręczyli się (1901 rok), miesięcznik „Wissen und Leben” pisał: Idealna żona, powinna żyć i działać całkowicie w duchu męża. Ma wspierać go w jego zadaniach, łagodzić, dawać mu ciepło, opowiadać o nim w samych superlatywach i przekonać dzieci, aby robiły to samo, tak aby w rodzinie panował odpowiedni duch, kształtujący odpowiednie postawy społeczne podtrzymujące Vaterland. Podobnie pisała o roli kobiet Rosa Dahinden-Pfyl w książce: Sztuka bycia szczęśliwą z mężczyzną: Szczęście i moc małżeńskiej miłości zależą w wielkim stopniu od mądrości i sprytu kobiety. Nigdy nie powinna narzekać na chłód męża, czy to rzeczywisty, czy wyobrażony. Powinna wykazywać się łagodnym zainteresowaniem co do wszystkiego, co go dotyczy, zawsze okazywać mu uznanie, dbać, aby dom był dla niego wygodnym, nigdy nie zanudzać go swoim paplaniem. Powinna nie wykazywać goryczy co do jego słabości i nigdy nie wtrącać się w jego interesy. Aby pozostać zawsze dla niego atrakcyjną powinna być łagodna, ubierać się ładnie i gustownie. Powinna dbać zawsze o wygląd, zdrowie, charakter i duszę. Gdy zblakną jej wdzięki fizyczne, powinna utrzymać zainteresowanie męża sympatią, gotowością do uczenia się, dobrym sercem i duchem, ale nigdy nie okazywać większej wiedzy niż on. Carl i Emma Jung z dziećmi Emma Jung wydawała się istnieć pomiędzy dwoma wymiarami. Z jednej strony wykreślało je tradycyjne wykształcenie, które przygotowało ją do pełnienia roli żony opisanej powyżej. Z drugiej – pragnienia jej umysłu, wczesna fascynacja mitem Świętego Graala (od siedemnastego roku życia), który pragnęła zgłębiać i nauki przyrodnicze, które pragnęła studiować. To pragnienie pracy naukowej nie było dla niej do zrealizowania w obrębie tradycyjnego szwajcarskiego wychowania, które odebrała w obrębie swej klasy społecznej. Uniwersytety wprawdzie przyjmowały już pierwsze studentki, ale były to najczęściej bogate dziedziczki z zagranicy (takie jak Sabina Spielrein). Kariera naukowa szwajcarskich kobiet bogatej burżuazji była nie do pomyślenia. Przyjęcie oświadczyn ubogiego doktora wykonującego mało popularny zawód psychiatry, który niósł w sobie ogromny potencjał intelektualny, w wypadku Emmy nabiera więc cech cichej rewolucji, która, jak zobaczymy, poprowadziła ją w kierunku zupełnie nowego losu. Czy przyniosło jej to również, jak Brunhildzie, utratę swej mocy, jest kwestią dyskusyjną – z jednej strony niewątpliwie podporządkowała swój talent i indywidualny rozwój mężowi. Z drugiej – w czasach, w których żyła i ze swą introwertywną, zrównoważoną osobowością, mogła nie być gotowa do bardziej wyrazistej rewolucji. Posłuchajmy więc opowieści o momentami bolesnym kompromisie, który stał się jednocześnie tłem jak i centralną strukturą rozwoju tego, co obecnie nazywamy psychologią analityczną i psychoanalizą jungowską. Dzieciństwo i młodość Emma Jung urodziła się 30 marca 1882 roku w Szafuzie w Szwajcarii jako córka bogatego przemysłowca w jednej z najbogatszych szwajcarskich rodzin Rauschenbach ze Schaffhausen. Wspominała swe dzieciństwo jako idylliczne, łączące niezakłócone niczym szczęście i przywileje. Miała przydomek „Słoneczko” i żadnych powodów, aby czuć się inaczej w swym życiu i rodzinie. Od początku widoczny był jej introwertywny charakter (Emma często opisywana jest jako osoba introwertywnie percepcyjna, w kontraście do Carla, który cechował się introwertywną intuicją – widzimy, że ich główne funkcje psychiczne były nawzajem cieniem dla siebie). Potrafiła spędzać całe godziny czytając, pisząc, myśląc. Wykształcenie przebiegało w tradycyjny sposób dla jej sfery – najpierw prywatny nauczyciel, potem lokalna szkoła dla dziewcząt, przekazująca wartości protestanckiego etosu pracy, przystosowania społecznego, kobiecego wdzięku i dobrych manier, tak aby wiedziała jak się zachować na wielkich przyjęciach wydawanych przez rodziców. Jednocześnie matka Emmy, Bertha, dawała jej i jej siostrze dużo swobody, do której przestrzeń zapewniał im duży dom i ogród czy zwiedzanie okolicznych wiosek i zamków. Idylliczne dzieciństwo i młodość zakłócała jedyna rzecz: choroba ojca. Gdy Emma miała dwanaście lat, zaczął tracić wzrok. Było to trudne dla niej, nie tylko dlatego, że ojciec był zgorzkniałym, sarkastycznym mężczyzną, co nasilało się w toku choroby, ale też przez to, że przyczyna jego ślepoty musiała być utrzymywana w tajemnicy, bo wiązał się z nią społeczny wstyd – pan Rauschenbach chorował na syfilis. Według rodziny zaraził się tą chorobą w podróży służbowej do Budapesztu, najprawdopodobniej od prostytutki. Na fotografiach rodzinnych tego czasu widzimy nastoletnią Emmę jako nieśmiałą, pulchną dziewczynkę, z całą pewnością odczuwającą brzmię rodzinnego sekretu. Prawdopodobnie też historia choroby ojca stała się jednym z czynników, który sprawił, że matka Emmy, Berta Rauschenbach, dała wsparcie niecodziennym zaręczynom i zgodziła się na małżeństwo, które dla kobiety z klasy społecznej Emmy było mezaliansem. Narzeczeństwo i wczesne lata małżeństwa Emma Rauschenbach spotkała po raz pierwszy Carla Gustava Junga, gdy miała siedemnaście lat i właśnie wróciła z podróży do Paryża, będącej ostatnim etapem jej edukacji jako „panny na wydaniu”, przygotowującej do poślubienia mężczyzny z tej samej klasy społecznej. Jej przyszłość wydawała się być określona – była zaręczona z synem jednego z partnerów biznesowych ojca. Jak sam Jung wspomina, gdy pierwszy raz ją zobaczył schodzącą po szerokich schodach, wiedział, że chce ją poślubić. Być może spotkali się po raz pierwszy trzy lata wcześniej, jak podaje Jung we Wspomnieniach, snach, myślach. Jeżeli tak było, Emma miała wtedy zaledwie czternaście lat, a Carl był jeszcze studentem medycyny. Możliwość pierwszego spotkania zawdzięczali matce Emmy, która, pomimo doskonałego zamążpójścia nigdy nie zapomniała swych skromnych początków. Znała rodzinę Jungów, bo chodziła z matką Carla do tej samej szkoły, a miejscowość, w której się wychowała leżała w parafii, w której pracował jego ojciec. Bertha była jedną z jego parafianek i pomagała w opiece nad małym Carlem, gdy jego matka niedomagała (a jak wiemy, chorowała na depresję). Carl przyjechał do domu Rauschebachów złożyć wizytę dawnej znajomej matki i swej opiekunce z dzieciństwa, i tak poznał Emmę. Wiele miesięcy zajęło mu zebranie się na odwagę i poproszenie jej o rękę. Jak sam wspominał w liście do Freuda: Z różnych powodów odrzucono mnie, gdy poprosiłem po raz pierwszy. Jednym z powodów były niewątpliwie nieformalne zaręczyny, którymi była już zobowiązana Emma. Prawdopodobnie również głośna i hałaśliwa osobowość Carla była onieśmielająca dla spokojnej panny. Nie bez znaczenia była również bariera społeczna – młody Jung był bez grosza i nie zapowiadało się, aby sytuacja ta miała się zmienić, poza tym, wybrał specjalność lekarza dla wariatów, której prestiż mieścił się nisko na drabinie społecznej. Co więc sprawiło, że zmieniła zdanie? Poza naturalnymi atrybutami młodego mężczyzny – jego urokiem, zdolnością do prowadzenia błyskotliwej rozmowy, inteligencją i żywym poczuciem humoru – była to prawdopodobnie jego intuicja, znana dobrze z późniejszej pracy analitycznej. Podpowiadała mu ona, że Emma pragnęła czegoś mniej konwencjonalnego, bardziej intelektualnie satysfakcjonującego, dającego możliwość przeżycia przygody, której nie oferowała jej własna klasa społeczna. Opowiadał Emmie o swych ulubionych pisarzach i filozofach, o miłości do mitologii, zwierzał się z ambicji i lęków. Odwiedzając, zostawiał jej listę książek do przeczytania do następnego spotkania. Było to niewątpliwie uwiedzenie przez intelekt. Jednocześnie znaczenie miało to, jak bardzo różnił się od jej ojca, szczególnie w czasach, gdy ten zmieniony był już przez chorobę, a też nigdy nie zajmował go rozwój intelektualny córki. Pomimo tego odmówiła po raz drugi. Jak wspomina ich syn Franz, Carl być może nie zebrałby się już na odwagę, zbyt zraniona była jego druga, ukryta strona, „osobowość numer dwa”, jak nazywa ją we Wspomnieniach, snach, myślach. Z pomocą przyszła mu matka Emmy, która sama miała skromne początki, a była kobietą o nowoczesnym światopoglądzie i żywej inteligencji. Spotkała się z Carlem i zachęciła go, aby spróbował jeszcze raz. Zaprosiła go nawet do ich domu i wysłała po niego powóz. I tak w październiku 1901 roku Emma powiedziała „tak”. Początek małżeństwa był szczęśliwy, choć tak bardzo się różnili. Ona – skromna i powściągliwa. On – na zewnątrz ekstrawertywny i ciągle zajęty pracą, wewnątrz wrażliwy i przeżywający gwałtowne i zmienne emocje. Carl pracował już wtedy w szpitalu w Burghölzli, gdzie zamieszkali. Musiało to być niesamowite dla Emmy w zestawieniu z jej dotychczasowym stylem życia, szczególnie, że mieszkała tam również żona profesora Eugena Bleurela – Hedwiga, kobieta o bogatej inteligencji i feministycznym światopoglądzie. Początkowo Emma pomagała mężowi w pracy, porządkowała dokumentację pacjentów, omawiali rzeczy związane z jego praktyką. Gdy jednak szybko pojawiły się dzieci, jej udział w jego życiu zawodowym ograniczył się. Carl zaczął jednocześnie prowadzić wykłady na uniwersytecie, które były szalenie popularne, z czym wiązała się też ogromna popularność u kobiet. Musiało to być również dla niego dużą zmianą – nigdy wcześniej nie miał powodzenia u płci przeciwnej, żywił poczucie niższości społecznej, doświadczał niedostatku finansowego. Dla obojga rozpoczął się zupełnie nowy okres w życiu. Freudowie, z którymi młode małżeństwo spotkało się w 1907 roku, tak wspominali Jungów: Marta [Freud – żona] zobaczyła formalną, powściągliwą młodą kobietę, skromnie ubraną, i jedynie parę lat starszą od jej córki Matyldy. Wiedziała już o bogactwie doktorowej. Wszyscy wiedzieli. Ale nie było tego widać w ogóle po jej zachowaniu. Podobno doktorowa chciała studiować na Uniwersytecie Zuryskim nauki przyrodnicze, ale ojciec jej nie pozwolił. Całkiem zrozumiałe. Jedyne kobiety, które studiowały na uniwersytecie były córkami bogaczy z zagranicy – Rosjanki i im podobne. Martin Freud [syn] nie polubił Junga: Nigdy nie włożył najmniejszego wysiłku, aby uprzejmie porozmawiać z matką i nami dziećmi, ale zagłębił się w debacie z ojcem, przerwanej jedynie dzwonkiem na obiad. Jung w takich sytuacjach dominował rozmowę, a ojciec słuchał z nieskrywaną przyjemnością. Martin był podwójnie zaskoczony, bo zazwyczaj ojciec nie akceptował gości ignorujących jego rodzinę, i zawsze zmieniał tok rozmowy, aby ją włączyć w nią, zaznaczając, że tak właśnie jest w domostwie Freudów. Ale nie z doktorem Jungiem, który rozmawiał w trakcie obiadu wyłącznie z ojcem, nie zwracając uwagi na obecność innych osób. Toni Wolff i Emma Jung, zdjęcie z Kongresu weimarskiego Rosnąca popularność Carla u kobiet była źródłem plotek, wkrótce też Emma miała konkretne zmartwienie – zainteresowanie męża młodą rosyjską pacjentką – Sabiną Spielrein. Nie pomogła im przeprowadzka do własnego domu w 1908 roku. Emma była coraz bardziej rozgoryczona swą rolą, która sprowadzała się jedynie do bycia żoną i matką. Pragnęła brać większy udział w życiu zawodowym męża i zaczęła interesować się psychoanalizą, do czego Carl ją zachęcał. Rozwiązanie relacji Carla z Sabiną nie przyniosło jednak znaczącej zmiany w małżeństwie Jungów, w 1910 roku pojawiła się kolejna kobieta, która miała zostać na stałe częścią ich relacji – Toni Wolff (widzimy je obie na zdjęciu z Kongresu Weimarskiego). Początkowo była prywatną pacjentką Junga, ale wkrótce zaczęła asystować mu w badaniach i rozpoczął się trwający całe życie równoległy do małżeństwa związek. Blaski i cienie Pomimo typowego trójkąta w małżeństwie Jungów i towarzyszących mu kryzysów, szczególnie na początku związku Carla z Toni Wolff, Jungowie nie byli typowym małżeństwem swych czasów. Przez całe życie pisali do siebie codziennie, gdy byli osobno. Jung opowiadał żonie w swych listach o tym, co się dzieje na jego wyjazdach, o środowisku zawodowym, o psychoanalizie. Niewątpliwie Emma Jung stanowiła dla męża jego podstawowe środowisko i nie chodzi tu tylko o temperowanie go w relacjach z innymi, czy dbanie o dom i dzieci. Jej dyskretna obecność stawała się coraz bardziej widoczna i ważna w jego życiu zawodowym, co widać w trakcie narastającego kryzysu w relacji z Freudem, który doprowadził do ich rozstania. Zmartwiona tym Emma słała do mentora męża kolejne listy, których treść zdradza nie tylko jej błyskotliwy intelekt i spostrzegawczość, ale i umiejętne „obchodzenie się” z mężczyznami: Drogi profesorze Freud. Nie wiem sama jak zebrałam się na odwagę, aby napisać do pana ten list, pewna jestem jednak, że nie jest to moja nadmierna śmiałość, raczej podążam za głosem mej nieświadomości, który tak często okazywał się słusznym, i który, jak mam nadzieję, nie wywiedzie mnie i tym razem na manowce. Od czasu Pańskiej wizyty zadręcza mnie myśl, że relacja pana z moim mężem nie jest tym, czym powinna być, a jako, że stanowczo nie powinno tak być, chciałabym zrobić co tylko w mej mocy, aby ten stan rzeczy naprawić. Nie wiem, czy nie oszukuję sama siebie, gdy myślę, że Panu nie do końca się podobają „Symbole transformacji libido”. Nie mówił Pan w ogóle o tym, a jednak myślę, że obydwojgu wam zrobiłaby wiele dobrego dyskusja na ten temat. Proszę więc, niech mi Pan powie, drogi Herr Professor, jako że nie jestem w stanie znieść Pana wycofania, i uważam nawet, że odnosi się ono nie tylko do Pana prawdziwych dzieci (takie to wrażenie wywarło na mnie, gdy mówił Pan o tym), ale również do pana duchowych synów. Proszę nie brać mego zachowania za nadgorliwość, nie zaliczać mnie do grona kobiet, które, jak Pan raz powiedział, zawsze psują Pana przyjaźnie. Mój mąż naturalnie nie wie o tym liście, i błagam, aby Pan go nie obwiniał za niego, ani też nie kierował wobec niego negatywnych konsekwencji nim wywołanych. Mam nadzieję, że nie będzie Pan zły na zawsze uwielbiającą Pana, Emmę Jung Widzimy wyraźnie w pierwszym liście jak Emma próbuje zasygnalizować Freudowi, że część z problemów w relacji z jej mężem może wiązać się z niezauważonym przeniesieniem z jego strony i wtrąca delikatne uwagi dotyczące jego relacji z dziećmi. W kolejnym liście odważa się na więcej i pisze: Chciałabym zapytać, czy jest Pan pewien, że Pana dzieci nie skorzystałyby na analizie? Nie jest się bezkarnie dzieckiem wielkiego człowieka, biorąc pod uwagę, ile kłopotów ma się w poradzeniu sobie ze zwykłymi ojcami. A co dopiero, gdy ten wybitny ojciec ma też rys paternalizmu w sobie, jak Pan sam raczył zauważyć! Powiedział Pan, że nie ma Pan czasu analizować własnych dzieci, bo musi Pan zarabiać na życie, tak aby one mogły marzyć dalej. Myśli Pan, że to odpowiednia postawa? Ja raczej uważałabym, że nie należy żyć marzeniami, należy żyć. Potem wycofuje się z tego w kolejnym, gdy Freud wyraźnie jest zirytowany i umiejętnie przenosi uwagę na własne deficyty, nie chcąc nasilać już zagonionego konfliktu: A jednak mam silną potrzebę ludzi i Carl też mówi, że powinnam przestać tak się koncentrować na nim i dzieciach, ale co na miłość boską mam robić? Z moją silną tendencją do autoerotyzmu jest to bardzo trudne, ale też jest obiektywnie trudne, ponieważ nie jestem w stanie współzawodniczyć z Carlem. Aby to podkreślić, zazwyczaj muszę mówić specjalnie głupio, gdy jesteśmy w towarzystwie. Robię co mogę, aby poradzić sobie z przeniesieniami, ale jeżeli mi nie wychodzi, jestem bardzo przygnębiona. Widzi Pan teraz, jak źle się czuję na samą myśl, że straciłam Pana względy i jak bardzo boję się, że Carl coś zauważy. Jej stabilna obecność stała się nieoceniona w czasie, który nadszedł po rozstaniu z Freudem. Jung popadał w coraz głębszy kryzys psychiczny, próbował opracować go tworząc „Czerwoną Księgę”, w czym pomagała mu Toni Wolff. Emma dawała mu, jak sam pisze: „Normalne życie w prawdziwym świecie”. Bardzo ważnym było, abym miał normalne życie w prawdziwym świecie, jako równoważnik tego, co działo się w moim świecie wewnętrznym. Moja rodzina i moja praca pozostały oparciem, do którego mogłem zawsze wrócić, potwierdzając to, że naprawdę istnieję i jestem zwykłą osobą. W późniejszym czasie przyznawał, że to Emma i dzieci pozwoliły mu przejść przez okres załamania po rozstaniu z Freudem: Moja rodzina i moja praca zawsze stanowiły dla mnie radosną rzeczywistość i gwarancję, że prowadziłem normalną egzystencję. Jego syn, Franz Jung, tak wspomina ten czas mówiąc o obojgu rodzicach: Mój ojciec mówi, że dokonał wyboru. Nie wydaje mi się, że to była kwestia wyboru. Uważam, że nie miał wyboru. Czy możecie wyobrazić sobie, jak to jest, gdy myśli się, że popada się w szaleństwo? To był kryzys, którego nie mógł dłużej unikać. Przez lata po rozstaniu z Freudem nie był w stanie pracować. Kładł koło swego łóżka broń, i mówił, że gdy nie będzie w stanie tego znieść, zastrzeli się. Ludzie odsunęli się od niego i był całkiem sam… Ale pomyślcie o mojej matce. Pomyślcie o niej. Czy możecie wyobrazić sobie życie z mężczyzną, który śpi z bronią koło łóżka i całe dnie maluje koła? Rola żony wybitnego człowieka ma wyraźne analogie do mitu Brunhildy, która utraciła swą moc wiążąc się z Zygfrydem. W wymianie listowej z Freudem widzimy, że Emma decydowała się ukrywać swe myśli i „mówić głupio” w większym towarzystwie, tak, aby nikt nie pomyślał, że rywalizuje ze swym mężem. To odwołanie do mitu jest też ciekawe w kontekście samego Junga, który w Czerwonej Księdze opisuje wątek „morderstwa bohatera” – zasadzki na Zygfryda, do którego strzela z ukrycia ze śrutówki. Motyw ten według niego symbolizował konieczność rozprawienia się z mitem bohaterskim (tu z germańskim mitem silnego, walecznego bohatera), który skazywał żyjącego według niego na imitację cudzego losu i odbierał możliwość autentycznej ścieżki indywiduacji. Być może dla Junga był to jeden z centralnych mitów życiowych, z którymi musiał rozprawiać się po wielokroć. Może też projekcje otaczających go uczniów były na tyle silne, że trudno było nie poddawać się ich wpływowi. Jakkolwiek by nie było, pomimo rewolucyjnej koncepcji obupłciowości psychiki – kobiecości w mężczyźnie i męskości w kobiecie – często jego relacje z kobietami, w tym z własną żoną, formowane były według mentalności jego czasów. Być może również sposób, w jaki Emma Jung pełniła rolę żony odzwierciedlał w większym stopniu jej wychowanie, niż oczekiwania ze strony męża, tym bardziej, że jak pisałam wcześniej, Carl zachęcał ją do rozwoju intelektualnego i zawodowego, i sam chętnie dzielił się z nią swą wiedzą i przemyśleniami. Przyjęcie roli żony wielkiego człowieka i matki piątki dzieci być może czyniły trudnym dla niej wkroczenie w nieznany dla siebie obszar, którego zgłębianie nie było określone wzorcami społecznymi jej klasy. Jej dzień zorganizowany był wokół domu, pracy męża, dzieci, które później wspominały, że ojciec bez matki zupełnie by sobie nie poradził. Wnuki wspominały dziadka jako bardzo interesującą, ale rzadko obecną postać. Czasem sam zachowywał się jak dziecko, oszukiwał w grach, łatwo tracił panowanie nad sobą i wołał do nich Wy idioci!. Babcia natomiast była zawsze tam, gdzie potrzeba, niczym serce rodziny, silna i kobieca, w każdym calu dama. Michael Fordham wspomina poczucie humoru Emmy w radzeniu sobie z mężem, gdy ten był zbyt grubiański czy nadęty. Pewnego razu w trakcie obiadu, ktoś zapytał go, czemu nie pomaga żonie w zajmowaniu się dziećmi. Odpowiedział, że dzieci go nie bardzo interesują, bo nie mają za wiele symbolicznego materiału. Na co Emma skomentowała: Oh, Carl, nikt cię nie interesuje, kto nie ma symbolicznego materiału. Było to niewątpliwie łagodne określenie, biorąc pod uwagę podejście Junga do wychowywania dzieci: Fowler McCromick wspomina jego poglądy następująco: Pamiętam jak raz powiedział, że tak naprawdę, gdy rodzina jest zdrowa, dzieci same się wychowują, nie trzeba się nimi za bardzo zajmować. Oczywiście pomyślałem, że łatwo mu mówić, biorąc pod uwagę to, jak wiele pracy pani Jung włożyła w opiekę nad dziećmi. Nie wychowywały się same z siebie. Zawdzięczały to jej. Rozmaite opowieści o małżeństwie Jungów pokazują, że zachowało ono przez cały czas jego trwania element przyjaźni. Jednak jego miłosny element ucierpiał w wyniku zainteresowania Junga innymi kobietami. Równoległa relacja z Toni Wolff wydała się wpisywać w życie rodzinne Jungów, i obie kobiety zaakceptowały ten układ, jednak, jak zauważają różni autorzy, dla obu było to źródłem cierpienia. Gdy byli gdzieś zaproszeni, przyjeżdżali w trójkę. Wszyscy gromadzili się wokół Junga niczym wokół magnesu, Emma zaś pozostawała w tle, niewiele mówiła, jeden z ich przyjaciół nazwał ją z tego powodu Mona Lisą. Jedynie jej pokojówki miałyby coś do powiedzenia o tym, że gdy wybuchała, były to prawdziwe ataki furii. W 1914 roku, po urodzeniu się ostatniego dziecka Jungowie rozdzielili sypialnie. Nie było to niczym niezwykłym w tamtych czasach, często same kobiety przychylały się ku takiemu rozwiązaniu, nie chcąc, aby kolejne ciąże izolowały je od świata. Gdy dzieci podrosły i Emma mogła zająć się sobą, w latach dwudziestych powróciła do swoich wczesnych zainteresowań legendą o Świętym Graalu, rozpoczynając analityczne badania nad nią, które zawarła w książce Legenda Graalowa z perspektywy psychologicznej. Carl, który sam również interesował się tym tematem, pozostawił go żonie. I też on zadbał o to, aby książka została wydana po jej śmierci, prosząc o jej redakcję Marie-Louise von Franz (Legenda graalowa w perspektywie psychologicznej). Inna z jej prac, oparta na wykładach z Klubu Psychologii Analitycznej, została wydana za jej życia jako Animus i Anima. Zawodowa aktywność Emmy obejmowała również przewodniczenie w Klubie Psychologii Analitycznej, gdzie była przez wszystkich lubiana i szanowana, i późniejsze wykłady w Instytucie Junga. Czasem hamowała męża w trakcie konfliktów w Klubie, nigdy jednak nie brała udziału w spotkaniach, w których otaczające go analityczki i uczennice rywalizowały o jego względy i uwagę. Pod koniec lat dwudziestych, gdy najmłodsze dzieci były już nastoletnie, rozpoczęła praktykę analityczną. Można powiedzieć, że przygotowywała się do tej roli od początku towarzyszenia mężowi w jego karierze analitycznej. Jej pierwszą pacjentką była Barbara Hannah, która później napisała pierwszą biografię Junga. Hannah wspomina ją następująco: Dopiero zaczynała pracę. Wydawało się, że przychodzi się na herbatkę do cudownej i uroczej damy, i dopiero potem człowiek zdawał sobie sprawę z tego, jak doskonałą była analityczką. Inna analizantka tak mówi o Emmie: Podchodziła do problemu spokojnie i uważnie, Nie interesowało jej „odpowiednie zachowanie”. Spotykała cię dokładnie w tym miejscu, w którym byłaś. Carl i Emma zbliżyli się do siebie w starszym wieku. Obydwoje przez lata swego życia przeszli głęboką transformację. Carl Meier tak pisze o Emmie: Myślę, że przeszła niebywałą transformację w czasie ich małżeństwa. Głębszą niż jakakolwiek inna kobieta, którą znam. Była niesamowitą osobą. Jego żona, Johanna, która była blisko Jungów przez lata, zauważyła, że nie tylko Emma się zmieniła, ale stanowiła również podstawę zmiany Carla: Myślę, że ta relacja, prawdziwe małżeństwo, dźwigała ciężar jego pracy, można to było zobaczyć, gdy widziało się ich razem. Byli bardzo harmonijną parą. Należeli do siebie nawzajem. Z całą pewnością tak było. Zawsze wydawało mi się, że źródłem jego siły, zarówno fizycznej jak i duchowej, było małżeństwo. Jestem też przekonana, że to małżeństwo dźwigało ciężar całego jungowskiego ruchu. Gdyby nie było odpowiednie i prawdziwe, nie przetrwałoby próby czasu. Jestem pewna, że tylko pani Jung była w stanie to zrobić. Często podróżowali wspólnie, Emma Jung brała udział w konferencjach Eranosa, towarzyszyła mężowi w trakcie jego podróży do Stanów Zjednoczonych, gdzie Jung odbierał doktorat honoris causa. Ich kariery były na tym etapie połączone – dyskutowali nad swoimi badaniami, wspólnie prowadzili pacjentów. Był to też czas, gdy wyraźnie słabła relacja Carla z Toni Wolff – jej rolę jako asystentki przejęła Marie-Louise von Franz, a Jung poświęcił się studiom alchemicznym. Jolande Jacobi tak wspominała Emmę w tym czasie: No cóż, była niesamowitą kobietą. Wytrwała w trakcie tej relacji [z Toni Wolff] ze spokojem i niesamowitą hojnością, i ostatecznie wygrała. Wygrana ta jednak nie była zewnętrznie manifestowanym zwycięstwem. Gdy Toni Wolff zmarła w 1953 roku, ludzie przychodzili do domu Jungów, aby ją opłakiwać. Emma powiedziała o niej: Zawsze będę wdzięczna Toni za zrobienie dla mojego męża tego, czego ja ani nikt inny nie mógłby zrobić. Śmierć Emmy w 1955 roku stanowiła kolejny wstrząs w życiu Junga, z którego już do końca się nie podniósł. Michael i Frieda Fordham odwiedzili go w kilka dni po tym, jak odeszła. Poszliśmy zobaczyć się z nim, był w stanie jedynie płakać. Powtarzał: „Była królową. Była królową”, wspominała Frieda. Poszliśmy na pogrzeb a potem odwiedziliśmy go w domu. Był całkowicie załamany. Jakby się zmniejszył. Było to bardzo dziwne wrażenie. Zadziwiona była również rodzina Junga, bo nikt wcześniej nie widział go w takim stanie. Jeden z wnuków wspominał: Gdy [babcia] zmarła, był strasznie smutny. Skrajnie smutny. Pojechał do Bollingen, gdzie zatopił się w żałobie. Myślę, że pracował nad czymś w kamieniu. Jung pisał w tym czasie do swej córki Marianne: Śmierć mamy otworzyła we mnie pustkę, której nie potrafię wypełnić. Kamień, nad którym pracuję daje mi wewnętrzną stabilność swą twardością i stałością, a jego znaczenie porządkuje moje myśli. Wyrył w kamieniu łacińską inskrypcję: Mojej ukochanej i wiernej żonie… żyła, zmarła, cierpiała, jest opłakiwana… i: Była fundamentem tego domu. Ich małżeństwo trwało pięćdziesiąt trzy lata. Na podstawie: Anthony M. (2018). Salome’s Embrace. The Jungian Women. New York, Oxon: Routledge Clay C. (2016). Labyrinths: Emma Jung, Her Marriage to Carl and the Early Years of Psychoanalysis. William Collins. Wszystkie cytaty za Labyrinths: Her Marriage to Carl and the Early Years of Psychoanalysis w przekładzie autorki artykułu.

matka z domu kalinowska